Specnaz w boju Email
Wpisał: Marcin Gawęda   
25.02.2009.

 Rosyjskie jednostki elitarne w wojnie gruzińskiej

Po rozpadzie ZSRR w konfliktach na obszarze „wybuchowego” Kaukazu powszechnie używano wojsk uchodzących w Rosji za elitarne – specnazu i spadochroniarzy. Jednostki te, nawet jeśli elitarne są tylko w nomenklaturze rosyjskiej, prezentują o niebo lepszy poziom wyszkolenia i motywacji niż jednostki liniowe.

 

 Rosyjskie siły specjalne były już szeroko wykorzystywane w Czeczenii, podobnie jak „desantnicy”. Co charakterystyczne, te jednostki pełniły na objętych walkami, a potem okupowanych obszarach kaukaskich, służbę typową dla jednostek liniowych. Nie wykonywały więc wyłącznie misji o charakterze specjalnym w powszechnym tego słowa znaczeniu, ale działały raczej jako jednostki szturmowe, wykonujące zadania typowe dla wojsk liniowych, których zwykłe jednostki zmechanizowane armii federalnej (piechoty) nie były w stanie wykonać. Inna sprawa, że wojny w Czeczenii pokazały, że wiele z owych „elitarnych” jednostek na takie miano nie zasługuje, a są elitarne co najwyżej w zestawieniu z wojskiem z poboru lub – częściowo – kontraktowym, a nie profesjonalnym i w pełni zawodowym. W wielu przypadkach zdeterminowane (żeby nie powiedzieć fanatyczne) i dobrze uzbrojone grupy bojowników czeczeńskich (islamskich) okazywały większą wartość bojową od rosyjskich „jednostek specjalnych”. Mimo powolnego wychodzenia wojsk rosyjskich z głębokiego kryzysu i przechodzenia na coraz powszechniejszą służbę kontraktową w dalszym ciągu specnaz czy „desantnicy” uważani są za elitę i dlatego wykorzystano je w wojnie z Gruzją. 

„Czeczeńskie” bataliony „Zapad” i „Wostok” 

 W konflikcie na terytorium Gruzji zaangażowane były różne pododdziały specnazu, czyli formacji specjalnego przeznaczenia, będącej najbardziej elitarną częścią rosyjskiej armii. Niektóre oddziały specnazu wprowadzone były w rejon konfliktu jako zmechanizowana piechota z ciężkim sprzętem (BMP i BTR), inne wykonywały zapewne działania specjalne, typowe dla tych formacji, jak zwiad, wywiad, sabotaż, dywersję itp. O tego typu akcjach specjalnych wiadomo oczywiście najmniej. W wojnie z Gruzją wzięli udział bojownicy z dwóch federalnych batalionów „czeczeńskich” – „Zapad” i „Wostok”. Oba bataliony składają się głównie z Czeczeńców, którzy przeszli na stronę rosyjską i mają doświadczenie bojowe wyniesione z walk w Czeczenii, gdzie – jako prorosyjskie wojska rządowe – walczą z partyzantką niepodległej Iczkerii w bratobójczych starciach. Oba bataliony specnazu GRU zostały utworzone w 2003 roku. Dane dotyczące o obu batalionów z okresu wojen czeczeńskich oraz późniejszej pacyfikacji są wyłącznie szacunkowe i co za tym idzie bardzo niepewne. Trudno nawet określić ich liczebność, tym bardziej że od samego początku ich istnienia była ona płynna. Przykładowo niektóre źródła szacowały liczebność batalionu „Wostok” na 800-1500 bojowników (a więc liczebność porównywalna do brygady specnazu), głównie Czeczenów, Dagestańczyków i Rosjan. Oba te bataliony wyróżniają się nie tylko z powodu składu osobowego i swojego kontrowersyjnego działania w Czeczenii, ale także rodzaju podporządkowania – podlegają bowiem bezpośrednio GRU, czyli de facto rosyjskiemu Sztabowi Generalnemu. Dowódcami batalionów byli charyzmatyczni i niezależni dowódcy; w batalionie „Wostok” Sulim Jamadajew, a w batalionie „Zapad” Said-Magomed Kakijew. Oficjalnie oba bataliony wchodziły w skład rosyjskiej 42. Dywizji Zmechanizowanej pełniącej służbę okupacyjną w Czeczenii. Rozkaz kierujący pododdziały obu batalionów w rejon wojny wyszedł bezpośrednio ze Sztabu Generalnego. Oba bataliony cechują się stosunkowo wysoką wartością bojową – wszyscy bojownicy są na kontrakcie, co więcej mają doświadczenie bojowe wyniesione z Czeczenii. Kompania batalionu specnazu GRU „Zapad” została rozwinięta na froncie abchasko-gruzińskim. Trudno jest powiedzieć coś więcej o działaniu tej grupy specnazu, wydaje się jednak, że wykonywała ona częściowo zadania o charakterze specjalnym. Nieoficjalne informacje mówią o tym, że 125-osobowa kompania z batalionu „Zapad” 10 sierpnia 2008 r. została przerzucona do ważnego strategicznie Wąwozu Kodori, gdzie doszło do starć z Gruzinami. Specnaz GRU miał podobno przeprowadzić zwiad w wąwozie w nocy 12 sierpnia, podczas gdy o świcie doszło do bezpośredniego rosyjskiego ataku na pozycje gruzińskie. Te lakoniczne wzmianki pozwalają przypuszczać, że kompania z batalionu „Zapad” nie działała tylko jako jednostka zmechanizowana (jak „Wostok”), ale wykonywała misje typowe dla wojsk specnazu – taktyczno-operacyjnego rozpoznania. Niejasna jest także informacja o rzekomym desancie taktycznym, jakiego dokonali Rosjanie na tyłach wojsk gruzińskich w Wąwozie Kodorskim (niektóre źrodła wzmiankują nawet o dwóch desantach). W pierwszym z nich miało uczestniczyć ok. 250 żołnierzy. Z oczywistych powodów trudno jest dotrzeć do wiarygodnych informacji na ten temat, tym bardziej że sami Rosjanie nie są tym zainteresowani. Wystarczy wspomnieć, że jak informowały media rosyjskie, desantu na terenie wąwozu kodorskiego mieli dokonać nie Rosjanie, ale... bojownicy abchascy. Biorąc pod uwagę, że Rosjanie mieli w tym rejonie pododdziały specnazu GRU czy „razwiedki” poszczególnych pułków spadochronowych, wydaje się pewne, że w rejonie wąwozu to właśnie Rosjanie przeprowadzali te desanty taktyczne (zapewne z udziałem śmigłowców). W samym Wąwozie Kodori nie doszło do ciężkich walk, gdyż osaczeni Gruzini szybko wycofali się z tego rejonu do zachodniej Gruzji, pozostawiając sporo zapasów i uzbrojenia, w tym także artyleryjskiego. Kompania batalionu „Wostok” została wprowadzona do walki na froncie osetyjsko-gruzińskim. Oddział ten odegrał w konflikcie istotną rolę, zarówno w walkach o samo Cchinwali, w dniu 10 sierpnia, jak i dzień późnej pod Zemo Nikozi. Kompania „Wostok” została także w czasie trwania wojny dość mocno „obfotografowana”.  Jak wspomina w powojennym wywiadzie Sulim Jamadajew rozkazy otrzymał bezpośrednio w Moskwie, skąd wyleciał w rejon konfliktu 9 sierpnia. Dzień później Jamadajew dotarł w rejon Cchinwali. W tym dniu – 10 sierpnia – kompania „Wostok” walczyła w okolicy Cchinwali i w samym mieście, działając jako kolumna wojsk zmechanizowanych, mając na wyposażeniu bojowe wozy piechoty BMP-2, przenośne zestawy plot i ppanc. Jamadajew stwierdził, że w okolicy stolicy Osetii Płd. walczono z gruzińskim specnazem, likwidowano snajperów i obserwatorów artylerii. W walce o Cchinwali kompania nie poniosła żadnych strat, wykonując postawione przed nią zadania. Jak wynika z relacji żołnierza „Wostok”, kiedy kompania wkraczała do stolicy Osetii Płd., liczyła ok. 200 ludzi na BMP-2. Na tym etapie wojny wojska rosyjskie uzyskały w rejonie Cchinwali lokalną przewagę, dlatego też walki nie były chyba dla czeczeńskich bojowników bardzo ciężkie. Do zaciekłych walk doszło natomiast 11 sierpnia pod wioską Zemo Nikozi, gdzie Gruzini zgromadzili znaczne siły piechoty, wsparte bronią pancerną i artylerią. Po wygaśnięciu walk o Cchinwali kompania znalazła się na końcu dużej kolumny zmechanizowanej, w skład której wchodziła różna „technika”: czołgi, bewupy, działa samobieżne, transportery itd., ciągnącej w kierunku granicy osetyjsko-gruzińskiej. Kolumna przekroczyła granicę w wiosce Chetagurowo. Doświadczeni weterani „czeczeńscy” ze zdziwieniem obserwowali rosyjskich żołnierzy, wśród których widać było młodych poborowych. Żołnierze „Wostoka” nie wiedzieli, czego się spodziewać i gdzie jadą, gdyż brakowało map terenu! Wkrótce czoło kolumny znalazło się pod ciężkim ostrzałem i rozproszyło w terenie – tak rozpoczęła się pierwsza faza bitwy o Zemo Nikozi. Po pierwszych niepowodzeniach, kiedy to artyleria gruzińska „nakryła” ogniem rosyjską kolumnę zmechanizowaną, o umocnioną przez Gruzinów wioskę rozgorzała zacięta walka. Rosjanie musieli użyć do ataku znacznych sił zmechanizowanych wspartych lotnictwem; nad wioskę zeszły m.in. 4 szturmowe Mi-24, zmiękczając gruzińską obronę. Strzelały czołgi i artyleria. Specnazowcy z „Wostoka” znajdujący się na końcu rosyjskiej kolumny uniknęli większych strat od ostrzału (mieli tylko 2 rannych) i włączyli się później do walki o wioskę. Jak potem przyznawali sami Rosjanie, zlekceważono przeciwnika, co przyniosło znaczne i niepotrzebne straty. Punktem przełomowym walk o Zemo Nikozi okazało się unieszkodliwienie przez specnazowców z „Wostoka” gruzińskiego obserwatora artylerii, który naprowadzał nad wyraz celny ogień. W walkach o wioskę doświadczeni weterani nie ponieśli dalszych strat. Jak podają nieoficjalne źródła, straty kompanii „Wostok” w całej „wojnie pięciodniowej” sprowadzały się jedynie do trzech rannych. Starcie pod Zemo Nikozi warte jest większej uwagi, gdyż poza walkami o samo Cchinwali miały tu miejsce wyjątkowo krwawe walki, w których obie strony poniosły bolesne straty. Wg relacji żołnierza batalionu „Wostok”, na której opierają się powojenne publikacje, straty rosyjskiej kolumny zmechanizowanej wyniosły co najmniej kilka pojazdów pancernych oraz 9 zabitych i 10 rannych. Biorąc pod uwagę, że walki o wieś trwały aż do wieczora, przy dużym natężeniu ognia, można szacować, że są to straty niepełne i w całym boju mogły być one jeszcze większe. Walki pod Zemo Nikozi były najcięższym bojem w wojnie gruzińskiej, w jakim wzięły udział oddziały rosyjskiego specnazu. Przyniosły Rosjanom nie tylko znaczne straty, wynikające z własnych błędów i twardego gruzińskiego oporu, ale relacje (oczywiście nieoficjalne) wskazują jednoznacznie, że walczono w warunkach totalnej improwizacji. Dość powiedzieć, że nie spodziewano się większego oporu w wiosce i nie przygotowano warunków do ewakuacji rannych z pola walki. Dwaj ranni z „Wostoka” (i jeszcze kilku poborowych) musieli zostać odwiezieni do miejskiego szpitala w Cchinwali – co trwało ok. 2 godzin jazdy – na podłodze ciężarowego Kamaza. Bojowy punkt medyczny nie był przygotowany do przyjęcia ciężko rannych, a ewakuować ich nie było czym, bowiem pierwszy transporter medyczny zepsuł się już w czasie drogi, a drugi rzęził resztkami sił. Na szczęście dla kompanii „Wostok” obaj specnazowcy byli tylko lekko ranni, a ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo; Mairbekowi kula złamała kość, a Ibrahim był ranny w nogi. 12 sierpnia, po zakończeniu walk w Zemo Nikozi, kompania „Wostok” znalazła się na obrzeżach Gori, gdzie przejmowała zdobyczne uzbrojenie i jeńców, tam też zastało ją przerwanie ognia...  

 

 

Marcin Gawęda
Więcej w MMS Komandos 2009-01
Fot. archiwum Autora


Zmieniony ( 25.02.2009. )
 
następny artykuł »
   
Wszystkie prawa zastrzeżone przez 4combat.pl
designed by Centaurus-Media